_liz

Serce znajdzie drogę (2)

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część

1.

W końcach mych palców lęk się ozwał, oczy
wbiłem w dół, nie śmiąc podnieść ich ku górze;

Max chodziła niespokojnie w tę i z powrotem. Jej ciemne oczy przesuwały się nerwowo z jednej osoby na drugą. W końcu zatrzymała się i wspierając dłonie o biodra, zapytała:

— W końcu co robimy?
Siedzący na kanapie blondyn wbił w nią spojrzenie. Jego twarz prezentowała cały zasób gniewu i wzburzenia, a mimo to jego głos był spokojny.

— Powiedziałem już co powinniśmy zrobić.

— A ja ci powiedziałam, że nie wyjadę.
Jej wzrok powędrował w stronę mężczyzny w okularach, podpierającego ścianę. Nie miała zamiaru opuszczać bliskich ani ponownie uciekać.

— Ta decyzja nie należy tylko do ciebie – odpowiedział zimno

Oboje przesunęli spojrzenie w stronę okna, przy którym stał ciemny blondyn wpatrujący się w świat za szybą. Nie zareagował na tę aluzję, zupełnie jakby nie słyszał ich rozmowy. Blondyn siedzący na kanapie chrząknął ostentacyjnie.

— Alec – z jego ust wydobyło się imię, ale ton był ostrzegawczy

Chłopak jęknął i przewrócił oczami. Leniwie przesunął zielone spojrzenie w stronę kanapy, unosząc brwi w kpiącym pytaniu.

— Alec – blondyn ponownie warknął

— Zack – przedrzeźniał go zielonooki

— Przestań zachowywać się jak dziecko

— To przestań mi matkować – padła cięta odpowiedź

Logan powstrzymał śmiech. Sytuacja była dość poważna, a on sam zawsze zachowywał spokój w takich sytuacjach, ale sprzeczki tych dwóch mimo wszystko go bawiły. Tak jak nie przepadał za Aleciem i jego beztroskim podejściem do wszystkiego, tak samo denerwowało go zbytnie wymądrzanie Zacka i jego chęć podporządkowania wszystkich. A kiedy oba te światy, Zacka i Aleca, stykały się ze sobą, następowała burza słów i spojrzeń. On sam nie mógł się pohamować przed podsłuchiwaniem, bawiło go to po prostu.

Max natomiast była poirytowana. Zaczęła nawet nerwowo tupać nogą. Zack poderwał się z miejsca. Czy za każdym razem, kiedy usiłował zapewnić im bezpieczeństwo, Alec musiał się z tego nabijać? Czy nigdy nie mógł potraktować niczego poważnie? Czuł się za niego odpowiedzialny, jak za innych, był w stanie wytrzymać wiele z nim, zwłaszcza że Alec idealnie przeprowadzał wszystkie akcje. Ale mimo wszystko był momentami miał ogromną ochotę by własnoręcznie skręcić mu kark.

— To poważna sprawa – Zack starał się spokojnie mówić i nie rzucić na Aleca, gdy ten wykrzywił usta w kpiącym uśmieszku

— Wiem, wiem – zielonooki wreszcie spoważniał – Ale popieram Max.

Niebieskie oczy Zacka wbiły się w podłogę. Pozostanie w Seattle było ogromnym ryzykiem, ale jakieś szanse mieli. Mimo wszystko nie potrafił się jeszcze przyzwyczaić do tego, że z tą dwójką musiał postępować inaczej nić z resztą. Inni, którzy wciąż żyli, bez wszelkich sprzeciwów słuchali jego poleceń, było mu łatwiej opiekować się nimi. Max i Alec łamali wszelkie zasady i woleli po swojemu rozpatrywać sprawy.

Nie chciał odgrywać roli bezwzględnego dowódcy, który im wydawał rozkazy. Po prostu byli bezpieczniejsi, gdy mu ufali na tyle, że nie kwestionowali poleceń.

— W porządku. Zaryzykujemy – powiedział miękko
Max uśmiechnęła się lekko. Przez chwilę się obawiała, że Zack się wścieknie, że się pokłócą. Ale starał się ich rozumieć i przyzwyczajać do ich zwyczajów. Było jej trochę głupio, że sama się zbyt nie wysilała, by choć raz nie kwestionować jego pomysłów i zaleceń.

— Muszę na kilka dni wyjechać – oznajmił chłodno – Uważajcie na siebie.

Guevara przytaknęła. Alec tylko wyszczerzył zęby.

— Dobrze... mamusiu – zakpił
Blondyn nawet nie zareagował. Nie da się wyprowadzić z równowagi. Wiedział, że Alec robił to specjalnie i wręcz bawiła go jego złość.

— Wrócę za kilka dni – rzucił krótko i wyszedł

* * *

Błękitny GSX600F zatrzymał się przed Jam Pony. Drobna brunetka rozejrzała się dokoła, jakby jej wzrok wychwytywał wszystkie szczególiki jednego z zaułków Seattle. Wyłączyła silnik i zsiadła z motoru.

Kiedy przekraczała próg, jej wnętrze zatopiło się w przeczuciu, którego od dawna nie czuła. Podświadomość podpowiadała obecność kogoś, kogo najwyraźniej znała wcześniej. Kogo takiego jak ona. Ale nie mogła sobie przypomnieć, co oznaczało to przeczucie. Normalne zaniki pamięci zawdzięczała Psy-Ops.

Jednak ta sekcja nie potrafiła wymazywać tych najgłębszych uczuć, tylko je topiła w świadomości i przykrywała innymi wspomnieniami. Po pewnym czasie dawne odczucia wracały i dobijały jej umysł. Tym razem też tak było. Czuła coś, o czym dawno zapomniała i nie potrafiła tego odtworzyć.

Mruknęła. Najwyraźniej ta pamięć nie była jej potrzebna w mniemaniu Manticore, za to ona silnie pragnęła to wspomnienie odzyskać. Co wieczór zamykała oczy i usiłowała cofać się pamięcią jak najdalej mogła. Ale wszystko zatrzymywało się w momencie jej wizyty w Psy-Ops ponad pół roku temu. Tego co było przed tym, nie pamiętała, nie licząc treningów i misji.

Większość serii X żyła z poczuciem przynależności do Manticore, a ją zawsze ciągnęło na zewnątrz. Taiła to jednak, nie chcąc podlegać wnikliwej obserwacji sadystycznych naukowców, którzy podejrzewali, że chęć ucieczki to mankament u wszystkich X5.

X5. Była z tej serii właśnie. Serii najlepszej i ostatniej prawie idealnej. Tej samej, która uciekła, tej samej, która potem spowodowała prawie całkowity upadek Manticore. Bracia i siostry, a w zasadzie obce sobie jednostki. Skrzywiła się na wspomnienie piekła jakie przez nich przechodziła. Najpierw ona i inne X5, którym nie udało się uciec, zostali ostro przeszkoleni i wyprani po sławetnej ucieczce w 2009. Potem znów jej mącono boleśnie mózg, gdy ktoś uciekł, rozwalając przy tym genetyczny wydział.

I miała wrażenie, że wcześniej Psy-Ops też bawiło się jej umysłem. Jeszcze przed tym pożarem, przed praktyczną likwidacją Manticore, a po 2009. Coś pomiędzy tym było, ale nie mogła sobie przypomnieć co.

Ale teraz liczyło sie tylko zadanie. Tylko i wyłącznie zadanie. Dostrzegła bladego okularnika za ladą i bez pośpiechu, spokojnie się do niego zbliżyła. Sztukę kamuflażu i gry aktorskiej miała w małym paluszku, zresztą jak większość uczniów Lydeckera. Wymusiła na ustach lekki uśmiech.

— Czym mogę służyć? – zapytał mężczyzna
Musiał być kłębkiem nerwów, bo nawet teraz jego dłonie się trzęsły.

— Szukam pracy – dziewczyna oświadczyła

Normal zmierzył ją uważnym wzrokiem. Drobna figurka o wyglądzie raczej niepełnoletniej, chociaż bardzo kobiecej.

— Masz jakieś kwalifikacje? – zapytał

— Nie.

— Wprawę?

— Nie.

— Dokumenty? – jęknął rozpaczliwie
Wyjęła z wewnętrznej kieszeni kurtki fałszywe papiery i podała mu je. Przez chwilę studiował je, jakby naprawdę potrafił rozróżnić fałszywki od oryginałów.

— Dobra. Zaczynasz dzisiaj – przechylił się przez ladę i wrzasnął w głąb sali – Max!
Wzrok brunetki leniwie prześlizgnął się w stronę nadchodzącej dziewczyny. W oczach pojawił się niebezpieczny błysk.

Kiedy niewiele od niej wyższa dziewczyna z niechęcią wyciągnęła dłoń, którą do tej pory zaciskała na kierownicy roweru, brunetka uścisnęła ją delikatnie i ze słodkim uśmiechem się przedstawiła:

— Elizabeth Parker.

— Max Guevara – odpowiedziała dziewczyna

c.d.n

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część