gosiek

Inna Liz (12)

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część

***

Muzyka grała bez końca, a ona tańczyła jak szalona. Spodobało jej się to wszystko podobało, była tu z nim, mogła mu pokazać, że nie jest taka "zwykła". Umie też się bawić. Oni oboje w ogóle nie schodzili z parkietu. Ale w końcu ich nogi odmówiły posłuszeństwa.

— Alex, ja już nie mogę...chodźmy do stolika – powiedziała zmęczona Is, chłopak zgodził się z nią

— Ja też już padam
Oboje siedli do stolika. Podeszła do nich młoda kelnerka przyjąć zamówienie. Alex szybko zamówił cos tak zwanego mocniejszego, a Isabel trochę się zastanawiała, ale potem uległa namową chłopaka i zamówiła na początek piwo. Kelnerka w ciągu ok. pięciu minut przyniosła napoje. Chłopak od razu złapał swoją szklankę i szybko wypił do końca. Is chwile zastanawiała się patrząc Alexa, ale zaraz spróbowała swojego napoju. O dziw strasznie jej zasmakował. Albo to była sprawka piwa. Przysunęła się ciut do chłopaka, który objął ją ramieniem. Opierając się o nie uśmiechnęła się skrycie. Alex zrozumiał intencje tego uśmiechu i lekko zbliżył swoją twarz do jej. Obydwoje popatrzyli sobie głęboko w oczy i delikatnie pocałowali w usta. Ale to jej nie wystarczało, tyle się na niego naczekała, potrzebowała przynajmniej prawdziwego pocałunku. On w jej oczach widział to wyraźnie, chciał tego samego. I zrobił to czego chciała. Pocałował ją jak prawdziwą dziewczynę.

— Siemka, Ali, widzę że znowu wyrwałeś nową laskę – Ich pierwszy prawdziwy pocałunek ktoś niestety przerwał

— Czepiasz się bo zazdrościsz, odpieprz się w końcu ode mnie!! – Alex zerwał się na równe nogi popychając chłopaka – Nie jestem przynajmniej takim dziwkarzem jak ty – dodał po chwili

— Łapy precz! – odpowiedział – weź się stąd zwalaj, popychać tą zdzirę gdzieś indziej! – to nie był dobry ruch

— Zdzirą, tak nazywaj swoją starą...- Alex uderzył go pięścią w twarz, a chłopak upadł na podłogę – I spierdalaj stąd, bo ta knajpa jest dla porządnych ludzi!! – złapał go jeszcze za koszule i pchnął mocno do ściany – i żebym cię tu nie widział więcej!!!
Isabel przyglądał się całej sytuacji z podziwem, słysząc i czując to samo co Alex. Obronił ją, czuła się dumnie. Widocznie naprawdę jest dla niego ważna. Wstała i podeszła do niego. Czuła jaki jest spięty i wściekły. Dotknęła lekko jego ramienia. On napięcie się odwrócił i spojrzał na nią. Is wystraszyła się na początku, ale po chwili przeszło jej. W pewnej chwili przysunął się do niej i mocno przytulił.

— Przepraszam – szepnął jej do ucha

— A ja ci dziękuje

***

Słychać już hurgot metra gdzieś w oddali, w górze trąbienie samochodów w korku. Ale ona była już przyzwyczajona, spała jak kamień z uśmiechem na twarzy. Jedynie on miał lekki problem w zaśnięciu, nie spał już od czwartej nad ranem. Ale przecież kosmita nie potrzeba tyle snu, był wypoczęty, ale nudziło mu się. Ale nie chciał się nawet ruszyć, tak się dobrze czul gdy ona była przy nim, tak blisko przytulana. Czuł jej skórę, taką delikatną i to ciepło wychodzące z niej. Przymknął oczy przypominając sobie wczorajszy wieczór, noc. Jednak nie długo nacieszył się wspomnieniami. Po chwili poczuł jak ona budzi się. Otworzył oczy i spojrzał na nią.
Faktycznie nie spała już, patrzyła na niego i czekała aż on otworzy oczy. Podsunęła się wyżej i pocałowała delikatnie w usta

— Hej – szepnęła cicho z uśmiechem

— Cześć – chłopak powtórzył pocałunek

— Michaelu Guernie mam ci coś do powiedzenia...Uwielbiam cię

— Ja tez cię uwielbiam Mario De Luca – znowu ją pocałował tym razem już nie delikatnie

— Wiesz która godzina??

— Jak jestem z tobą to każda jest przepiękna...a tak poważnie to dziesiąta – odpowiedział chłopak

— Czas wstawać, nie uważasz??

— Jak tam chcesz...ja mogę tu siedzieć wiecznie

— Dobra, dobra ja jestem głodna, a ty może nie – dziewczyna siadła i wzięła szlafrok z krzesła

— Wiesz jakbym już umierał, mam jeszcze ciebie – zaśmiał się cicho – do zjedzenia

— Ha, ha...chciałbyś – nachyliła się jeszcze raz i pocałowała delikatnie – ide zrobic śniadanie

— To jak skończysz zawołaj mnie, ja tu jeszcze poleżę i pomarzę...o tobie – rzucił Michael gdy wychodziła
Maria przechodziła przez korytarz przeciągając się radośnie. Cieszyła się, że spędziła tą noc z nim, ze swoim Rathem. Był taki delikatny, nie to co niektórzy, po prostu był cudowny. Z otwartą ziewającą buzią weszła do dużego pokoju. "Nie, tak nie może być, trzeba tu trochę posprzątać" pomyślała. Na podłodze leżało mnóstwo ich rzeczy. Zrobiła szybki trik i wszystko było już na swoim miejscu, no przynajmniej poukładane. Podeszła do kuchni zajrzała do lodówki. " A więc co my tu mamy, nic co umiem. Ale czekaj, czekaj...". Wdrapała się na najwyższą półkę i wyjęła z niej dużą grubą książkę. Z przodu widniał duży napis " Jak zostać najlepszą panią domu". Zaczęła przeglądać i zatrzymała się na jednej kartce: " Omlet!! To zrobię...". Wzięła z lodówki jajka, z szafki patelnię i miskę. I zaczęła pichcić
Gdy skończyła była już godzina ok. 12. "Boże ile można robić zwykłe śniadanie". Podała pięknie do stołu i poszła obudzić Michaela oraz sprawdzić czy tamci są w domu w ogóle. Najpierw postanowiła jednak pójść do siebie. Otworzyła cicho drzwi i zajrzała czy chłopak śpi. Faktycznie wyglądał na śpiącego. Podeszła bliżej, aby go obudzić. Dotknęła lekko jego ramienia. W pewnym momencie podskoczyła przerażona:

— Zabić mnie chcesz?? – spytała padając na łóżko

— Nie, chciałem tylko cię przestraszyć, wybacz malutka – Michael przytulił się do niej

— Dobra wybaczę, teraz wstań i chodź na śniadanie, Misiek – pocałowała go lekko w policzek i skierowała się do wyjścia
Gdy wyszła za drzwi wpadła na Isabel wychodzącą właśnie z pokoju obok i kierującą się do łazienki.

— Hej, Is – powiedziała do niej – jak tam, żyjesz?? – dodała

— Maria, zamknij się, nie musisz tak głośno, głowa mnie boli...proszę ciszej – odpowiedziała dziewczyna łapiąc się za głowę z grymasem

— Dobrze, idź się wykąp, a ja pójdę obudzić resztę, śniadanie na stole – powiedziała już o wiele ciszej
Dziewczyny rozeszły się w oddzielne strony, Is do łazienki, a Maria do pokoju gdzie prawdopodobnie spali Max i Liz. Zapukała cicho i weszła. Faktycznie, spali tam i nie wyglądało na to aby chcieli się obudzić.

— Wyglądają dokładnie tak, jak wtedy gdy przyłapała ich matka na Antarze...wtedy była zabawa!! – zaśmiała się głośno w duchu
Podeszła bliżej i schyliła się nad nimi krzycząc:

— POBUDKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Obydwoje zerwali się z łóżka nie wiedząc co się dzieje. Popatrzyli na przerażeni na śmiejącą się Marię.

— Wstawajcie żabcie, śniadanie gotowe! – dodała po chwili. Liz schowała się pod kołdrę.

— Nie wyciągniecie mnie siłą z tego łóżka!! – dodała przez poduszkę

— A łaskotkami – Maria w tym momencie zdradziła jeden ze słabych punktów Liz

— Maria, zabiję cię!! – Parker rzuciła w nią poduszką próbując zarazem usiąść

— Dobra zaraz przyjdziemy – Max zakończył to i De Luca wyszła z pokoju.

Liz leniwie przeciągnęła się na łóżku. Obróciła się na brzuch i "wbiła" w poduszkę. Max pocałował ja lekko w odkryte plecy. Ta uśmiechnęła się do niego miło i powiedziała cicho:

— Hej, jak spałeś??

— Dobrze, a ty – odpowiedział chłopak

— Jak jestem z tobą wysypiam się jak nigdy – Liz przysunęła się do niego, aby go pocałować

— Wstajemy?? – spytał po chwili Max

— Chyba tak, Maria zabije nas jeżeli się nie stawimy...w końcu ona robiła śniadanie – Max nerwowo przełknął ślinę – Nie bój się, Is wczoraj ją uczyła

— Oki...Ava – chłopak przypomniał sobie wczorajsze słowa Liz, cieszył się, że to co mu się wydawało pięknym snem ziściło się. Ale dręczyło go jeszcze coś, gdzie podziała się Tess i Nasado już powinni wrócić.
Liz wstała wzięła szlafrok i skierowała się w stronę korytarza. Max chwilę potem poszedł w jej ślady.


Poprzednia część Wersja do czytania Następna część