Lizzy_Evans

Prawdziwa Liz (5)

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część

Po bojce z tess, liz czula sie ogormnie szczesliwa. Nareszcie przylozyla tej glupiej wiewiorce i to tak ze sie polozyla! Haha!
"Nareszcie nadszedl ten czas kiedy moglam sie wyzyc na tej wiewiorce. A przy okazji mam kosmyk jej blad kudlow! To jest sukces. Parker jestes bogiem!"
ODlozyla dziennik na polke i polozyla sie spac. Jutro czeka ja ciezki dzien.

W szkole musiala trafic na Maxa.

—czesc..ehm..chcialem..cie przeprosci...-zaczal

—ta? co ty nie powiesz? wez lepiej idz szekspira recytuj swojej biednej tess ktora zapewne teraz lezy rozplaszczona jak zaba w swoim lozku i skamle zebys przyszedl ja przytulic bo innaczej umrze! czesc
Zostawila go stojacego z mina cierpietnika i poszla w strone Michaela.

—No slyszalam ze zerwales z deluca?

—a juz sie pochwalila? coz juz mnie wpieniala i te jej filozofie..jeju tragedia. a zreszta z czego ja ci sie tlumacze!?- powiedzial i w tej samej chwili poszedl w strone klasy.

—Taa michael guerin najwiekszy samotnik,egoista,duper jakiego swiat widzial a jednak mnie pociaga...cos ze mna nie tak!

Na rynku Dave juz na nia czekal.

—Czesc, mam kudly tej wywloki. Co teraz?

—Teraz, mi je daj i przyjdz jutro o tej samej porze.

—I juz?szybko..- zamyslila sie. Juz w jej wyobrazni rodzily sie obrazy zwijajacej sie z bolu tess..

—tak juz, a teraz musze isc. do wiedzenia

—pa

W domu czekala na nia juz kolacja. Zjadla i szybko poszla do pokoju. Czekal tam na nia Kyle.

—co ty tutaj robisz?

—czekam na ciebie nie widac?- usmiechanl sie zalotnie

—taa czego?

—przyszlem pogadac

—myslisz ze chce z toba gadac po tej akcji w crashdown? jednak gdy bog dawal mozg stanales nie w tej kolejce a teraz sory jestem zmeczona...- nie dokonczyla bo kyle zlapal ja za rece i mocno przytrzymal.-puszczaj ty pierniczony gadzie!

—nie dopoki nie powiesz ze mnie kochasz!

—ciebie?? predzej mi kaktus na jezyku wyrosnie!

—tak?!- poczal mocniej ja sciskac ale wtem na balkonie pojawila sie jakas postac. to byl..michael!

—Zostaw ja ty ozygany gnojadzie!- michael wymierzyl ostra pione w twarz kyle ktory w 5 sekund zmyl sie z miejsca wydarzen.-nic ci nie jest?- zapytal dziewczyne.

—nie nie..ten ... ta szuja ..eh niewyzyty seksulanie maniak...dzieki..a po co przyszles?

—zobaczyc sie z toba..bo..ten..no.. moglabys mnie nauczyc biologi?- spytal

—jasne..ale jutro dzisiaj jestem zmeczone.

—oki to w crashdown, oki?

—oki to pa
Lezac w lozku liz myslala sobie ze ten kosmiczny egoista moze byc jednak czulym chlopakiem

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część