gosiek

Rządni Krwi (10)

Poprzednia część Wersja do czytania

***

Maria szła parkiem sama. Noc była naprawdę zimna, a ona gotowała się ze złości. Liz i Alex często znikali. Trwało to już około dwóch tygodni, sama musiała chodzić do clubu. Miała dosyć ich wypadów i znikania, nie mogła się do nich dodzwonić, a widziała ich tylko w szkole. Ciągle się spieszyli, Liz zaczęła zwiewać ze szkoły, a zwłaszcza z biologii, przecież tak ją lubiła. Alex wieczorem znikał i wracał bardzo późno lub nad ranem. Miała tego dosyć.
Jej czarne obcasy kozaków uderzały o chodnik. Naruszały ciszę która panowała w tym parku. Nocą, rzadko przechodzili tędy ludzie, może jacyś zboczeńcy.
Nagle usłyszała jakiś szelest, przed nią pojawił się jakiś chłopak. Podskoczyła lekko, ale zaraz się rozluźniła gdy zobaczyła, że to „cud blondyn” którego widziała kiedyś w Stepsie. Na początku była w siódmym niebie widząc go wpatrującego się w nią, ale zaraz mina jej zrzedła i ominęła go.

— Hej mała gdzie idziesz?? – zawołał z nią, jednak nie odpowiedziała – Ej mówię do ciebie – ponownie pojawił się przed nią

— Odwal się! – odpowiedziała znów go wymijając

— Ostra jesteś...daj się chociaż odprowadzić, taka młoda dziewczynka nie powinna iść nocą sama, przez tak straszny park – mówił idąc za nią

— Poradzę sobie...nie zawsze piękna i sławna Whitny potrzebuje swojego Bodygarda – odpowiedziała z dumą

— Co do pierwszego to się zgodzę...piękna to ty jesteś, ale sławna...hmm...

— Naprawdę jestem pięk...nie...spadaj już! – powiedziała

— Czekaj...pozwól mi chociaż poznać twoje imię...żebym mógł jakoś podpisać twój portret który narysowałem – zatrzymał ją znowu

— Portret...narysowałeś mnie – zachwycała się – Maria...mogłabym go zobaczyć??

— Jasne...choć ze mną...ja nazywam się Rath – podali sobie dłonie
Rath zaprowadził dziewczynę do małego mieszkanka. Było tu ponuro i ciemno, jedynie paliły się świece. Naokoło porozkładane były palety i płótna. Maria o mało nie popadła w samozachwyt gdy chłopak pokazał jej portret. Wyszło mu to ślicznie, widać było każdą jej rysę.

— To jest śliczne – wydusiła z siebie – masz talent

— Dziękuje...- odpowiedział – chcesz coś do picia??

— Nie, dzięki...i tak muszę już lecieć – powiedziała łapiąc kurtkę – Do zobaczenia – dodała łapiąc za klamkę jednak Rath zatrzymał ją za ramię

— Proszę nie idź, tak rzadko miewam gości – posmutniał – Jestem samotny, nikt o mnie nie pamięta – spuścił głowę – Nie mam nawet rodziny – mówił przez łzy
W Marii nagle coś pękło. Nie mogła pozostawić go samego. Był taki smutny i do tego taki przystojny

— Dobrze, zostanę...spróbuje cię pocieszyć, ale nie licz na wiele – powiedziała gdy opadł na jej ramię płacząc

— Dziękuje...wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć
Siedli na niewielkim materacu. Maria przytulała go cały czas, a on wciągał zapach jej skóry. Ledwo wytrzymywał ten pociąg, tam jest tyle krwi. Ale nie mógł na razie, musiał ją sobie „ugłaskać”

— Przepraszam , za to mazgajstwo... – powiedział po chwili podnosząc się

— Nic nie szkodzi, czasem mężczyzna powinien zamienić się w małego chłopca, to jest to czego u was szukam – odpowiedziała wpatrując się w jego piękne oczy

— Naleje ci soku – wstał i poszedł do oddzielnego pomieszczenia
Maria wstała i zaczęła rozglądać się po pokoju. Dotykała pędzli i obrazów. Były piękne, zwłaszcza krajobrazy. Jednak zawsze były one mroczne i tajemnicze. „Widocznie za długo chłopak nasłuchał się Mensona” – pomyślała – „Heh jednak to Metallica” – dodała w głowie widząc stos płyt zespołu
Rath szukał jakiegoś soku, nie miał niczego. Wszędzie tylko woreczki krwi na wszelki wypadek. Zajrzał do pokoju. Maria oglądała jego rzeczy. „Zajmie mi to chwilę...zaraz wracam, moje słonko” – powiedział w myślach i zniknął za oknem.
Dziewczyna popatrzyła przez okno i zobaczyła jakąś szybko biegnącą postać.
Usiadła na materacu, zamknęła na chwilę oczy gdyż zmorzył ją sen. Jej głowa opadła na poduszkę.
Rath po chwili wrócił do domu i zastał śpiącą dziewczynę. Nachylił się nad nią wciągając mocno powietrze. Musiał to zrobić, nie mógł wytrzymać. Jego kły same się rwały.
Maria otworzyła oczy i zobaczyła jego wielkie kły. Wystraszyła się i podskoczyła odpychając go.

— Zwariowałeś...Kim ty do cholery jesteś?? – krzyknęła

— Pewnie mi nie uwierzysz, ale jestem wampirem

— Bardzo śmieszne...teraz mów prawdę

— Mówię prawdę

— Jesteś wariatem i teraz chcesz mnie wykorzystać sexualnie, dobra takie zabawy to z kim innym...trzymaj się...ja spadam!! – założyła kurtkę i otworzyła drzwi
Rath złapał ją za ramię i odwrócił do siebie. Popatrzyli sobie głęboko w oczy. Nagle chłopak nachylił się do niej i czule pocałował
Maria na początku chciała się wyrwać jednak przestała o tym myśleć. To było zbyt piękne. Nie chciała tego skończyć, on tak miło całował.
Nagle jednak „obudziła się” przypominając sobie co przed chwilą chciał zrobić. Przerwała pocałunek, popatrzyła na niego ostatni raz i wybiegła z domu.


Poprzednia część Wersja do czytania