Raechel

Princess of Roswell (2)

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część

Isabel Evans złapała swoją tacę i ruszyła w stronę stołu brata. 'O kurcze, chłopaki! Słyszeliście o tej nowej dziewczynie? Liz Parker?' Spytała podekscytowana siadając koło Kyle'a. Jego ramię powędrowało naokoło jej ramion. 'Ugh! Złaź ze mnie!' powiedziała odpychając go.

'Taa.' Powiedział Michael z buzią pełną jedzenia. 'Co z nią?'

'Zdaje się, że totalnie załatwiła Tess.' Isabel powiedziała. Nigdy nie lubiła Tess. Przechodziła przez piekło musząc udawać, że ją lubi kiedy ta umawiała się z jej bratem, Max'em. Ale kiedy tylko odzyskał rozum, rzucił zdzirę, a ona była coraz gorsza od tego czasu. 'No, i mimo że nie wyrobiłam się dzisiaj na ćwiczenia, no wiecie, musiałam nadrobić ten sprawdzian dla pana Brimley'a.' Powiedziała przewracając oczami. 'Czy to prawda, że grała w kosza z wami chłopakami?'

Max przytaknął. 'Taa, i nas ograła. No, mnie nie.' Powiedział z szerokim uśmiechem.

'Umiem zgarniać.' Michael mruknął wpychając kolejną porcję szkolno – jedzeniowej- paćki.

Max przewrócił oczami. 'Proszę. Ona ma rację, jesteś kompletnie do dupy w zgarnianiu.' Max spojrzał do góry w tej samej chwili kiedy weszła Liz Parker z Marią DeLucą i Alex'em Whitman'em u boku.

'Czy ona musi się trzymać z takimi miernotami?' Kyle spytał patrząc jak trójka wchodzi do stołówki.

Michael wzruszył ramionami. 'No nie wiem, myślę, że Maria jest całkiem niezła...'

~ * ~

'No i, od kiedy Max spławił tą dziwkę. Ona uprzykrza życie każdej dziewczynie, która choćby pomyśli o rozmowie z nim.' Maria powiedziała. 'Ale z niej dziwka.'

Alex przytaknął kładąc swoją tacę na stole. 'Nie wiem jak oni z nią wytrzymują.' Skomentował patrząc w stronę stołu zajętego przez Isabel Evans i jej przyjaciół.

Maria przewróciła oczami. 'Alex, pozbieraj swój jęzor z podłogi, dobra? Nie masz u niej szans. Popatrz na nich, i na nas.'

'A co jest z wami nie tak?' Liz spytała otwierając brązową papierową torbę i wyciągając z niej paczkę chrupek.

'Okey, kochaniutka, musisz się jeszcze dużo nauczyć.' Maria powiedziała. 'Więc, ci ludzie tam, Max, Isabel, jego siostra tak przy okazji, Kyle i niestety Tess, to najbardziej popularni ludzie w szkole. Nawet nie wiedzą o naszym istnieniu.'

'Nie powinniście się tak dołować. W ogóle próbowaliście z nimi pogadać?' Liz spytała. Nie widziała różnicy pomiędzy grupami, i nienawidziła dyskryminacji tylko dla tego, że ktoś nie był 'popularny'.

Alex i Maria potrząsnęli głowami, Liz przewróciła oczami. 'Ugh, wy lalusie.' Powiedziała wycierając ręce w serwetkę. 'Skąd możecie wiedzieć czy zdają sobie sprawę z waszego istnienia, ten, ten Spikuś, którego lubisz, może akurat Ciebie też lubić.' Powiedziała do Marii. 'Widzicie, nie wiecie tego gówna, bo za bardzo się boicie, żeby do nich podejść.'

'Może raczej, za bardzo się boimy, żeby stać się szkolnym pośmiewiskiem.' Alex wymamrotał. 'Nie dzięki, spasuję. Jest zupełnie kontent z podziwiania Isabel Evans z daleka.'

Liz potrząsnęła głową. 'Wy mięczaki.'

'Zmiana tematu.' Maria postanowiła. 'Opowiedz nam o sobie.'

Liz westchnęła i odsunęła swoja paczkę chrupek. 'Wszystko w moim małym porannym rapie, to prawda. Zostałam zaatakowana przez trzy zdziry, złamałam ich nosy, ABSOLUTNIE w samoobronie. Moja matka się przestraszyła i wysłała mnie tutaj, żebym żyła z ciocią Nancy i wujkiem Jeff'em.

'Jeff'em Parker'em?'

Liz przytaknęła. 'Jest bratem mojego taty.' Powiedziała.

'Oni tak jakby są właścicielami Crashdown. Najpopularniejszej kawiarni w Roswell. Wszyscy się tam trzymają, no, jedynym powodem dla którego ja tam jestem, jest to, że tam pracuję.' Maria powiedziała.

'A ty?' Liz spytała Alex'a.

'Nuh uh, wyrzuciliby mnie.' Powiedział.

'Cholera, będziesz jedną z nich tylko dlatego, że tam mieszkasz!' Maria powiedziała w zachwycie i z nutą zazdrości w głosie.

'Proszę.' Liz mówiła z poirytowaniem. 'Prędzej zobaczyli by mnie w tym, niż ja zostałabym jedną z nich.' Powiedziała, gdy laska w skórze, obroży wokół szyi, z przekłutym nosem i przyczepionym do niego i ciągnącym się do ucha łańcuszkiem i przekłutą wargą przeszła koło nich.

Alex roześmiał się. 'To Pam Troy. Kiedy była jedną z nich.'

'Phew, co się stało?' Liz nie mogła się powstrzymać i spytała.

'Startowała do Max'a Evans'a.' Maria odpowiedziała.

Liz spojrzała na nich oboje. 'Cholera, ta laska to naprawdę dziwka, co?'

Oboje przytaknęli.



Max Evans szedł korytarzem oddalając się od swojej ostatniej klasy. Nie opuściła jego myśli cały dzień, i doprowadzało go to do szału! Jedyne o czym mógł myśleć to Liz Parker, Liz Parker. Od kiedy weszła do sali gimnastycznej, był oczarowany jej urodą, a kiedy nie cykała się nakopać drużynie, był zszokowany jej odwagą, a kiedy odstawiła swój mały rap przed Tess Harding, mógłby powalić się na ziemię i zacząć turlać ze śmiechu na widok miny Tess. To było bezcenne.

'W końcu mogę iść do domu.' Wymamrotał.

'Kurde, kurde, kurde!' usłyszał Max jak ktoś krzyczy, a potem trzask szafki.

Liz Parker rzuciła plecakiem w szafkę. Stała tam 10 minut próbując otworzyć to cholerstwo, bez skutku. 'Dlaczego ja?' Mamrotała.

'Założę się, że Tess coś z nim robiła.' Usłyszała jak ktoś za nią mówi. Liz obróciła się i spojrzała na Max'a Evans'a. 'Daj, pozwól mi. Jaki masz szyfr?'

Liz nic nie mówiła przez chwilę zanim nie wstrząsnęła sobą od środka. 'Uh, 2, 15, 32.' Odpowiedziała.

Max wypróbował liczby i pokręcił głową, kiedy zamek się nie odtworzył. 'Musiała pozamieniać zamki.' Powiedział, podchodząc do szafki obok i wykręcając ten sam szyfr. 'Ha!' powiedział, gdy otworzył. 'To, jest twój zamek.'

Max podszedł do Liz obracając zamek wokół palca. 'Gdyby tylko można zdjąć ten.' Powiedział.

Liz uśmiechnęła się, wyjęła wsuwkę z włosów i przyklękła przed szafką. Wzięła zamek do ręki i włożyła spinkę do dziurki od klucza z tyłu. Pokręciła kilka razy i zamek otworzył się.

'Jak to zrobiłaś?' Max spytał zszokowany, gdy Liz wstała i otworzyła szafkę.

'No...' zaczęła wyciągając zadania domowe. 'Musisz wiedzieć jak dostać się do samochodu zanim go rąbniesz.'

Max pokręcił głową, śmiejąc się. 'Podwieźć cię?' Spytał Liz, idąc koło niej.

Liz udawała, że się zastanawia. 'To chyba lepsze niż wracanie piechotą.' Odpowiedziała, w czasie gdy wychodzili na parking.


'Co za dziwka!' Tess Harding wykrzyczała widząc jak Liz Parker wsiada do jeep'a Max'a Evans'a. 'Mówiłam jej, żeby się trzymała od niego z daleka!'

Stacy Scheinin odsunęła się od swojej przyjaciółki, widząc jak zaciska pięści. Wkurzona Tess to nie jest miły widok. 'Może tylko próbuje być miły.' Powiedziała Stacy.

Tess obróciła się i przypiliła ją wzrokiem. 'Do bycia miłym NIE ZALICZA się kładzenie jej rąk na plecach!.' Wrzasnęła i szybko odeszła.

Stacy zacisnęła mocno powieki, Parker, wpadłaś w głębokie...


Max zatrzymał jeep'a przed Crashdown. 'Tu mieszkasz?' Spytał.

Liz przytaknęła i spojrzała na mieszkanie nad barem. 'Ta. Nie to co nazwałabym przepychem, ale ujdzie.' Powiedziała, otwierając drzwi samochodu i wychodząc. 'Dzięki za powózkę, Max.'

Max skinął głowa. 'Zawsze do usług. Do zobaczenia?' To było bardziej pytanie, niż stwierdzenie.

'Może.' Liz powiedziała z uśmiechem. Obróciła się, i weszła do środka.

Max potrząsnął głową i uśmiechnął się. To będzie ciekawy rok.


Poprzednia część Wersja do czytania Następna część