Hotaru

Zan & Ava (4)

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część

Tego ranka Liz Parker nie mogła się pozbierać. wczorajszego wieczoru podsłuchała kolejną kłótnię rodziców. Poza tym znowu przyśnił się jej Zan – mężczyzna, którego babcia przedstawiła jej podczas wizyty w Nowym Jorku. Nie wiedziała na początku, co ma o nim myśleć. Potem stał się dla niej kimś wyjątkowym, lecz mieszkał tak daleko... Sądziła, że raz na zawsze uwolniła się od myśli o nim. Niestety, tak jej się wydawało. Albo śnił się jej Zan, albo miała dziwne koszmary, w których główną rolę odgrywał dziwny blondyn. Na dodatek zobaczyła go niedawno... na żywo.
Niestety, skutkiem porannych rozterek było spóźnienie. Biegła szkolnym korytarzem i na rogu zderzyła się... z nowym uczniem. Książki rozsypały się na podłogę holu.

— Przepraszam! – mruknął, zbierając książki. Podniósł wzrok na ich właścicielkę. – Chyba się nie widzieliśmy... tzn. nie przedstawiliśmy się. Jestem Max Evans. – jąkał się nieco zdenerwowany.

— Liz Parker. – podała mu rękę – Słuchaj, muszę lecieć. Już jestem spóźniona. Powodzenia.
Pobiegła dalej korytarzem, nie oglądając się za siebie i w ostatnim momencie wpadła do klasy chemicznej. Alex już czekał przy stole.

— Hm, widzę, że ktoś już zrobił mieszankę wybuchową! – zażartował.

— Niestety, wpadłąm tylko na tego nowego. Nieszczególnie interesujący.

— Tak? A kto się niedawno odgrażał, że ma dość facetów?

— Jednego nigdy nie miałąbym dość... – oznajmiła z rozmarzonym uśmiechem.

— Zapomnij, słonko. Facet jest na drugim końcu kontynentu! – wypaliła Maria.

— Czyżby coś mnie ominęło?

— Whitman, Paarker i DeLuca! Cisza!
Potulnie wrócili do swoich próbek.
Liz była skupiona na doświadczeniu, jakby wciąż miała nad sobą nauczycielkę. Gorączkowo zastanawiała się, skąd w Roswell wziął się hybryda Max – pół człowiek, pół kosmita. Miała ciężki orzech do zgryzienia.

— Nie musimy wprowadzać mojego planu w życie! – Liz usiadła naprzeciwko babci – Rozwiązało się bardzo łatwo samo. Zderzyliśmy się na korytarzu. On jest hybrydą.
Katherine zmarszczyła z niepokojem brwi.

— Jesteś pewna, że jest hybrydą?

— No nie! Znowu te kosmiczne kłopoty? – w oknie pokoju stała Maria i patrzyła na nie groźnie – Liz, powiedz, że to nieprawda!
Dziewczyna smętnie zwiesiła głowę. Jej przyjaciółka weszłą do pokoju i dosiadła się na łóżko.

— Więc... w czym wam pomóc?

– Niezły, niezły! – mruknęła 12 godzin później. Obie siedziały w bibliotece, a właściwie zza regałów obserwowały pozostałą dójkę nowych – Tess Harding i Michaela Guerina. Chłopak zachowywał się niespokojnie i najwyraźniej chciał wyjść. Chyba nie przywykł do takiego otoczenia. Był typem buntownika. Dziewczyna z kolei była śliczną, drobną blondyneczką. Ich wywiad zaś donosił, że miała w dodatku doskonałe oceny. Nastolatka idealna.

— To nie fair, Czechosłowacy uczą się znacznie szybciej od nas.

— Jacy Czechosłowacy? – jak spod ziemi wyrósł Alex.

— Obgadujemy tych, co mają więcej oleju w głowie niż my.
Tymczasem tamta dwójka się zmyła. Alex również szybko się pożegnał. Więc rozłożyły zeszyty i zaczeły szukać potrzebnych pozycji w czytelni.
Maria w pewnej chwili spojrzała w stronę stolika. Do Liz przysiadł się Evans i próbował coś zgadywać.
DeLuca westchnęła. Zapowiadały się ciężkie dni.

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część